krew mnie zalała. po raz kolejny w tym domu zalała mnie krew. po co ktokolwiek wymyślił rodzinne śniadania? po to, by gula rosła do niestworzonych rozmiarów... przecież, gdy mówię, że nie mam ochoty z wami obcować, to naprawdę nie mam. na bliskie spotkanie z wami moi drodzy, należy mieć kurewsko dobry humor, którego ostatnio niestety brak. wiem, że jestem winna całemu złu na ziemi, a złu w tym domu to już generalnie tylko i wyłącznie moja wina, więc nie każcie mi z wami obcować. wolę przesiedzieć w moim zacnym bunkrze, to naprawdę miłe.
kolejna obsesyjna rzecz jaką zauważyłam to sprawdzanie, czy przypadkiem nie wypowiadasz swego ostatniego monologu zanim, no wiesz... kot i te sprawy... za każdym razem jednak sprawdzanie kończy się zawodem.
chyba jednak troszkę chciałam mieć ten czarny lakier do paznokci. może nie cały czas, może bym z nim tylko sypiała, a dni spędzałabym z innym kolorem. nie wiem, bynajmniej chyba troszkę chciałam.
wczorajszy wieczór spędziłam w przerażeniu. przypomniał mi się mój pachnący lakier do paznokci. miał on szarawy kolor... nigdy do końca nie wiedziałam co jest w nim nie tak. niby był ładny, wszystkim dookoła się podobał, ale dla mnie... to nie było to. tzn. bardzo chciałam, by było, ale... niestety, postanowił się wylać. nie ma go już ani odrobinki.

a może by tak dało radę przełożyć koniec świata? chciałabym móc jeszcze raz się do Ciebie uśmiechnąć.
po ilu kostkach Ty się uśmiechniesz?
najadłam się powietrza i powietrze mi zaszkodziło, wyjadłam całą cukierniczkę i jeszcze w taksówce będą mi leciały z ust tęczowe bańki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz