czwartek, 28 lutego 2013

ideały 1

gdyby ktoś mnie zapytał o mój ideał mężczyzny (fizyczny, nie psychiczny) jeszcze do niedawna pokazałabym mu słodkiego chłopca z deskorolką w ręku. nic bardziej mylnego. z tego się chyba nie wyrasta, jednak w którymś momencie życia zostaje to tylko na zasadzie - jest fajny, lecz nie czułabym się przy nim bezpiecznie. wszystko poprzekręcało mi się do góry nogami i... kocham zarost.
gdyby ktoś teraz zapytał mnie, jacy mężczyźni mi się podobają, włączyłabym jego zdjęcia.
czuję się jak słodka czternastolatka z miłością do osób nieosiągalnych. oglądam ,,arrow", które bawi mnie swoimi niesamowitymi efektami kaskaderskimi i tym, jak główny bohater jest każdym super bohaterem po trochu potrafiąc skakać po budynkach, znikać ot tak i wymijać wszystkie, dosłownie wszystkie ciosy, nawet gdy walczy z pięcioma. zabawne, lecz...
podsumowując - zdecydowanie jest idealny. 











środa, 27 lutego 2013

proszę o sen

mam straszną ochotę na sen.
tak dawno nie wstałam ze świadomością, że coś mi się śniło. tęsknię za tym światem. przyjdźcie sny.




złapać was chcę. przyśnij mi się, proszę. 



jeżeli ktoś chce oddać sen w dobre ręce - chętnie przyjmę.





wtorek, 26 lutego 2013

przed


People break up everyday
But I never thought
I would wake up to hear you say
Forever now means never!



 

już czuję te przedwiośnie. razem z nim zamierzam budzić się do życia. nie chcę, by skończyło się to jedynie na słowach. jestem świadoma tego, co dzieję się dookoła - a to najważniejsze. 

nadal nie podoba mi się to, co dzieję się przy mnie. zwłaszcza niespełnione obietnice. nie wiem, czy będę w stanie jeszcze zaufać. obsesyjnie to tego podchodzę. 
zmieniam się. zauważam to. zaczynam ważyć słowa i być taka... roztropna. zmienia się także moja hierarchia wartości, a może i nie zmienia. ona po prostu układa się w odpowiedniej kolejności. 

nie jestem pewna, czy potrafię budzić się samotnie. szkoda, że za każdym razem udowadniasz mi, że jednak potrafię.

















poniedziałek, 25 lutego 2013

moment


nienawidzę słomianego zapału. momentu, w którym wszystko to, co pragnęłam zrobić - gaśnie.
nie mogę pozwolić sobie na gaśnięcia. jeszcze niedawno, niczym wczoraj, było dwa lata temu.
tyle zaniedbałam, tyle straciłam, tyle przekreśliłam. nie wiem, czy spisałabym to wszystko, czy dałabym radę.
o połowie rzeczy na pewno zapomniałabym, z czystego roztargnienia. następnych kilka nie chciałabym nazywać, ponieważ wywołują u mnie palpitację serca. za niektóre mi wstyd, a jeszcze za innymi niesamowicie tęsknię. nikt mi tego nie zabierze.
jest mi lepiej. już prawie jutro. mój zgorzkniały po 13h pracy umysł zaczyna usypiać. już prawie wspaniale.

to nie tak, że nie jestem szczęśliwa. zawsze łatwiej było mi pisać o tych mniej tęczowych rzeczach.

niewątpliwie motyw kwiatowy, to ostatnio jeden z moich ulubionych motywów. idzie wiosna!








lxm

właśnie to mam w myślach non stop w pracy. właśnie to.  

niedziela, 24 lutego 2013

kocham powroty.

czytając to, co kiedyś pisałam - nie poznaję sama siebie.
widzę tylko jakieś przebłyski, które wywołują we mnie emocje. jakie?
niektóre bardzo miłe, wręcz opętane tęsknotą. inne zasługują tylko na zażenowanie z obecnego punktu widzenia. 
czy tak się czuje człowiek, który stracił pamięć o samym sobie? obco? 

nie ma już tamtej dziewczyny. jest tylko ktoś dość do niej podobny, z innym życiem. z życiem, które sam wybrał, bo wydawało mu się atrakcyjne. czy jest?

moje obecne życie krąży wśród obsesji. nic nie jest normalne. wszystko jest obsesją, bądź w ogóle tego nie ma. ile to jeszcze potrwa? pół roku? zdecydowanie za dużo. 
nawet jeśli - co będzie potem? boję się. boję się wykonać jakiegokolwiek kroku w przód, czy w tył. 
 

tęsknię za sobą.









 



nie potrafię uśmiechać się tak, jak kiedyś. dziękuję Ci za znieczulenie.