piątek, 20 maja 2011

chciałam, mam.



obudzimy się wtuleni w południe lata, 
na końcu świata,
na wielkiej łące...







potrzebuję wielkich zmian, albo po prostu tak mi się teraz wydaje. zmian dużych i zmian małych, tych najmniejszych - od zmiany lakieru do paznokci, po zmianę samopoczucia, szminki, koloru włosów, zapachu, zapału, nastawienia. byleby do środy. po środzie następują wielkie zmiany. tak myślę, tak trzeba.
i to nic, że wygląda na to, że mam zwibrowaną rękę. to naprawdę nie przeszkadza w niczym, a już na pewno w tych zmianach. myślę sobie, że taki grzechula to ma dobrze. żyje sobie w swoim dziwnym przeświadczeniu i tak łatwo wmówić mu, że mimo wszystko jest wspaniale, choć gorzej być nie może... tu nawet nie chodzi o naiwność. chcę mieć pięć lat... choć niby mam, ty masz sto. 
jestem zawiedziona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz