niedziela, 8 maja 2011

płacz.

dzisiejszy dzień był pełen płaczu. płaczu nie takiego, jakiego oczekiwałyśmy. płakałyśmy ze śmiechu.
ze śmiechu nad sobą i nad tym całym otaczającym nas cyrkiem - inaczej tego nie nazwę.

ze spraw takich przyziemnych - nie rozumiem dlaczego Wy idziecie jutro do szkoły beze mnie. powinnam urodzić się w Waszych czasach.

nie żałuję niczego, bo to wszystko jest po coś. wszystko mnie czegoś uczy, choć może odrobinę boleśnie - nieważne. nawet te psy. te wszystkie psy. ja naprawdę wierzę, że to ma sens. Nata, sama widzisz... on leży teraz niżej i ja również jestem niżej. nic nie mogę, nie mogę go pogrzebać, on się tam będzie rozkładać. nie raz go jeszcze zobaczymy kochanie, niepogrzebanego.

gdybym była czarownicą, miałabym moc przepowiadania przyszłości. gdybyś był moim mistrzem, mogłabym zostać twoją małgorzatą.

oglądam właśnie radka, radek ma wielką oglądalność. fakt faktem, śmiech jak człowiek z pociągu.

cóż po za cyrkiem? agnieszka, która ukrywa się pod imieniem: mirosław. cóż jeszcze? środa. środa z idą i murzynem. chcę środę. oby więcej takich płaczących dni.





czekam kurwa aż wejdziesz na tą jebaną fotkę i się uśmiechniesz. nieważne, że cała reszta tamtych mężczyzn jest obrzydliwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz