środa, 27 kwietnia 2011

nie wiem co to miało być, ale to było co najmniej dziwne i przerażające.
"dziękuję za te wspomnienia", po czym pojawiła się gula w gardle, odrobina padaczki i łzy cisnące się do oczu... ale się nie dałam. nie mogłam sobie pozwolić na odrobinę rozklejenia. nie w tym wypadku. nie mogę sobie na takie rzeczy pozwalać. to nieetyczne. nie potrzebuję takich chwil. ten czas, to zły czas.

poza tym nie wiem co ze sobą począć, nie wiem... nie lubię nie wiem. nie wiem jest okropnie niewiedzącą sprawą, której nienawidzę. przeraża mnie to wszystko.

wtorek, 26 kwietnia 2011



tak właśnie jest w tym naszym życiu. szczerze uwielbiam, gdy czuję, że Ci zależy.

chcę sobotę, chcę sobotę, chcę...

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

całe święta nie panuje nad moją gulą. gula, uspokój się. gula pcha się do gardła praktycznie non stop. święta to zło, chociaż może nie święta... to gula z przykrości.



- (...) jak święta mijają? bo ja to zdycham... nawpierdzielalem sie strasznie.
- (...)  święta jak święta - tysiące wielkich, sztucznych uśmiechów i tona jedzenia. uhuh.
-  z tymi uśmiechami masz racje. Nie lubię już świąt. Kiedyś zupełnie inaczej to wszystko wyglądało. nie było takiej komercji. tutaj bardziej mówię na temat Bożego Narodzenia, ale Wielkanoc tez straciła dużo.
- jestem tego samego zdania. wielkanoc ma całkiem inny urok i nigdy nie przywiązywałam do tego jakiejś wielkiej wagi, ale Boże Narodzenie z mojej młodocianej miłości stało się wielką komercją... komercją, która weszła w umysły prawie wszystkich ludzi na świecie, nawet mojej babci.
jeeej, właśnie odeszłam od stołu. mam dość stołu. :)
- ja dzisiaj nie musiałem odchodzić do stołu bo leże all day w łóżku i w nim spożywam pokarmy :P
kiedyś wyznacznikiem, że zblizaja sie świeta była reklama coca-coli - teraz już tego nie czuje bo wszystkie witryny sklepowe są ozdabiane już w pażdzierniku. Jedno wielkie świeto zarabiania kasiory. fujka.
- oj tak, fujka, fujka.

na nic innego się nie wypowiem, gdyż nie mam najmniejszej ochoty się wypowiadać.

sobota, 23 kwietnia 2011

dobre święta.


tak właśnie, tego właśnie życzę. cóż więcej?
nie wiem. sama nie wiem, jakie życzenia chciałabym usłyszeć od kogokolwiek.


generalnie czuję się tak, jakbym była obok tego wszystkiego. nie czuję się w tym, nawet nie chcę czuć. wolę wegetować obok, patrzeć na to co się dzieje i czasem uśmiechnąć się szczerze, sztucznie, bądź ironicznie.

czwartek, 21 kwietnia 2011

zapominanie.

Mówię do ciebie cicho tak cicho jakbym świecił
I kwitną gwiazdy na łące mojej krwi
Mówię tak cicho aż mój cień jest biały

Jestem chłodną wyspą dla twojego ciała
które upada w noc gorącą kroplą
Mówię do ciebie tak cicho jak przez sen
płonie twój pot na mojej skórze

Mówię do ciebie tak cicho jak ptak
o świcie słońce upuszcza w twoje oczy
Mówię do ciebie tak cicho
jak łza rzeźbi zmarszczkę

Mówię do ciebie tak cicho
jak ty do mnie.
to wszystko co dzieje się dookoła jest tak niesamowicie niesamowite, że aż zaczyna mi się podobać. 
dziś naprawdę zapachniało wiosną. nie jest niby ciepło, ale zimno. jest wiosennie, więc czy powietrze nas dotknie, prawie kochając?
stwarzanie sobie błogich chwil, w których nie liczy się nic prócz przyspieszone tętna coraz lepiej mi się udaje. generalnie "wszystko powoli zaczyna się układać".



nie chcę świąt... nie chcę tego wszystkiego po raz kolejny. 
Święta stały się ścierką kuchenną, czekały tylko, żeby się na coś przydać. 
Ja nie mogłam się Costelowi na nic przydać, stałam obok niego i przez przygotowania do pogrzebu zapomniałam o płaczu.
Często zapominałam o płaczu.
Nie wszystko, co zapominasz, znika, powiedział Costel.  
Zapominanie jeszcze tylko wyraźniej wyróżnia te rzeczy. 

środa, 20 kwietnia 2011

miś!

wiecie, nawet do oli na wiosnę przyszła miłość.
przyniosła tysiące uśmiechów, dreszcze przechodzące przez całe ciało, kilka słodkich zawstydzeń...
mr. bardzo lubię ową wiosnę. <3


od kilku dni chodzi za mną ta piosenka, a ja nie mam dla niej czasu... jednakże teledysk mnie zmroził.

jestem szczęśliwa, dziękuję Ci. za wszystko...



było się człowiekiem młodym i przystępnym, było się.

poza tym noski eskimoski zabrały mi całe ciepło z nosa i obecnie zamarza. ojoj, mój biedny, zimny nosek.



Maciek. :*


(prawie jak Michael <3)

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

...


chciałabym wrócić do tych błogich chwil swojego życia, w których nie liczyło się nic... liczyły się przyspieszone tętna. chcę do nich wrócić, bądź stworzyć nowe, owe chwile. bardzo chcę. obecnie, w kwietniu to wszystko działa na wariackich papierach. tysiące dziwnych spraw nie ciepiących zwłoki, które w gruncie rzeczy nie tak łatwo załatwić... ale don't worry, nie takie rzeczy w życiu się robiło. tylko... nie lubię mieć owego natłoku spraw i zdarzeń.
dziś ludzie byliby świadkami niesamowitego zabójstwa. może to i lepiej, że do niego nie doszło. choć miło by mi patrzyło się na te zwłoki. 

w mojej głowie siedzi tysiące wątpliwości i powątpiewań. krzyczą, popychają się i robią wielki chaos.

jak dobrze, że jesteście misie. jak dobrze...

chciałabym, byś spojrzał na mnie tak, bym wiedziała, że jestem Twoja, a Ty jesteś mój. byś przytulił, wziął w swe ciepłe, bezpieczne ramiona i powiedział: od dziś już wszystko będzie dobrze.
a ja naiwnie i niewinnie w to wszystko uwierzę.

niedziela, 17 kwietnia 2011

a n i m a l e

nie lubię niedziel. nawet nie z powodu tego, że po niedzielach zazwyczaj szczęśliwie nadchodzą poniedziałki. nie, powodów nielubienia niedziel kilka by się znalazło. niedziela kojarzy mi się z takim niedospaniem, gdyż mama otwierając szeroko usta (baaaaardzo szeroko) woła mnie na "rodzinne" śniadanie, które zazwyczaj nie jest miłą inwestycją. niedziele kojarzą mi się z takim totalnym nicnierobieniem, aż do zarzygania. niedziele dłużą się w nieskończoność. w niedzielach jest coś strasznie sztywnego.

chyba nadszedł czas, by zamrozić niektóre instytucje internetowe, gdyż wprowadzają tylko one do mojego życia (niepotrzebnie) tysiące zamętów.  przejmuje się za bardzo niektórymi rzeczami i jestem tego świadoma, ale życie nauczyło mnie między innymi przejmowania się, niestety.

powiedziałam, powiedziałam... jeżeli to się nie uda, to ja mam dość. postawiłam sobie wielki znak STOP w moim tyłomózgowiu. jeżeli jakkolwiek wypadniemy z mojego mózgu, bądź zatrzymamy się przed owym znakiem mój wkurwiony STOP przeniesie się na moje czoło i będzie walecznie tam siedział przypominając mi, że mam już dość.
w c a l e t e g o n i e c h c ę.

niedziele jednak kojarzą mi się również miło. np. miłymi spacerami. dziś z maćkiem. maćkiem najukochańszym, najcudowniejszym na świecie starszym bratem.
wszędzie tylko maćki i maćki. :) chcę do swojego/mooooooojego maaaaćkaaa! <3

"Facet rozmawia z jedną, patrzy na drugą, myśli o trzeciej, A kocha czwartą..."
wszystko w porządku. rozmawiajcie, patrzcie, myślcie, kochajcie. 
ciekawe tylko, czy dziewczyna, którą będzie się kochało będzie najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi, z powodu tego, że patrzysz na inną myśląc "o jaa, naaaajpiękniejsza", bądź będziesz siedział z nią oglądając film, a myślami będziesz przy innej, no ale przecież: kochasz, a to najważniejsze. po co poświęcać uwagę swojej dziewczynie, myśleć o niej i mówić jej, że "ładnie wygląda", gdy przecież się ją kocha. 
więc kochaj, to fajne jest. 
tylko proszę - wszystko w granicach zdrowego rozsądku (najlepiej kobiecego). 
ps. niech cię to nie dotyka. to ogólnikowe.

od rana wielka faza na animale.

wtorek, 12 kwietnia 2011

przepraszam.

przepraszam. za wszystko. nie wiem na co zwalić moje obecne samopoczucie. chyba na znów padający deszcz... moja głowa już tego nie wytrzymuje. ciśnienie daje się jej we znaki. a Ty... Ty jesteś najważniejszy, a najbardziej na tym wszystkim cierpisz. choć to nie wyżywanie... nie wiem co to jest, ale jestem świadoma, że jest to złe i że nie powinnam.

jesteś najwspanialszą osobą pod słońcem... nie spieprzmy tego. proszę.

sama siebie dziś nie poznaje. jakby ktoś inny kierował moją głową... nawet nie głową, słowami. moja głowa jest świadoma, że nie powinna, a jednak. nawet moje chore mózgowie nie wpadłoby na takie rzeczy. koniec, już koniec. nie pozwolę na stracenie tego wszystkiego.

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

dla Ciebie.

chcę Ciebie. możesz zrobić ze sobą wszystko, a ja i tak chcę Ciebie. uprzedzałam, byś się zastanowił w co się pakujesz... teraz już nie ma zmiłuj bo CHCĘ CIEBIE.


cieszę się każdym Twoim słowem, gestem. cieszę się, jak małe dziecko, które dostanie zabawkę. cieszę się tak błogo, niewypowiedzianie. dajesz mi dziennie tysiące uśmiechów. działasz na moje samopoczucie, dziękuję.
tylko nie zabieraj mi siebie, proszę.

dobrze, że jesteś.


mam nadzieję, że Ty także cieszysz się mną. mam nadzieję, że damy sobie wiele szczęścia. mam nadzieję.

chcę, byś zechciał zechcieć, jak ja chcę.

niedziela, 10 kwietnia 2011

:)

misiaki, jakże ta pogoda wpływa nastrojowo na mój organizm. jedyne co w nim siedzi, to były chłopak mojej kingi, którego odnalazła w łaźni pańskiej, ooo taaak!


cały świat to jedna, wielka palarnia. wszyscy ludzie to jedni, wielcy jaracze. dlatego też... nie pozwól...

jestem szczęśliwa. tak chyba można nazwać obecny stan mojego umysłu. szczęście przepływa z góry do dołu dotykając pieszczotliwie każdej części mojego ciała - łaskocząc delikatnie. to bardzo miłe łaskotki. chyba nigdy nie były one tak miłe, jak teraz. nawet im się w dupach poprzewracało.

jednak nie potrafię tak szybko zamknąć tego wszystkiego, choć dziś uświadomiłam sobie, że to j u ż 6 miesięcy! niesamowite. wydawałoby się, że to było wczoraj... nie wiem, jakim cudem tak dzielnie to przeżyłam. ach, wiem, po prostu te sześć miesięcy było jednym, dłuuuuuuuuuuugim dniem z niekończącą się historią. tak dość monotonnie aż do zarzygania.

sobota, 9 kwietnia 2011

lamowato.





<3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3

lamy są słodkie. jesteś słodki, bo jesteś lamą. nie wypieraj się lamy, bo nie będziesz słodki. chciałabym mieć swoją własną, słodką lamę. albo żyrafę, wszystko mi jedno. jak nazwiesz, tak nazwiesz, choć i tak była to lama. dziękuję.

myślę, że to nie jest dobrym pomysłem. zawalanie tego wszystkiego, wcale nie jest dobre. całkiem miło, że ci się przypomniało. rychło w czas, nie powiem, że nie. mówię do ciebie, czy obok ciebie?

nienawidzę tej pogody, nienawidzę. nienawidzę mojego czarnego zeszytu z dziwnymi zapiskami, mojego chorego mózgowia, dziwnych, niezidentyfikowanych problemow ludzkich, które wcale, a wcale nie są problemami i tysiąca innych rzeczy.
nie wiem, kiedy post będzie wyglądał, jak mój post... obecnie chyba jestem na to zbyt szczęśliwa.




ej, maa, coś niewyraźnie dziś wyglądasz. powinnaś wziąć rutinoscorbin! chyba ktoś był na tyle egoistyczną osobą, że nie podarował Ci czapki na główkę, nie robił za rękawiczki i generalnie ocierałaś się o niego, jak o pumeks. TAK, TAK BYO!

to była energia... to wszystko było pełne energii! albo mi się po prostu tak wydawało...
 

 Jeśli do wody, ognia, ziemi i wiatru dołożymy miłość, powstanie energia.
Nazwę ją kosmosem i założę własny. 

ps. tęsknię.

czwartek, 7 kwietnia 2011

nic.


chemia. chemia to podstawa. ach, jaka szkoda, że przez wszystkie lata mej nauki nic, a nic się jej nie uczyłam.
przed maturą potrzebuję takiej chemicznej odrobiny odstresowania. a Ty tak... pentliczek, entliczek.

uwielbiam mieć w sobie ową próżnię, uwielbiam.uwielbiam nie wiedzieć nic, prócz tego, że to koniec.
uwielbiam maćka. naprawdę uwielbiam.

chciałabym cofnąć czas, by było jeszcze tak dużo przed Tobą, kolorowo, uroczo, dziecinnie.

wtorek, 5 kwietnia 2011

nie liczy się nic.

A jednak potrzeba mi twoich słów i trzeba twojej pamięci.
Pamiętaj o mnie, dobrze?
Może będę się mniej bała, może będę usypiała spokojniej...


nie lubię niepokojących telefonów po 22. kojarzą mi się tylko z jedną, nieprzyjemną rzeczą. tak też wczoraj mi się skojarzyło, smutno. wyprowadzają mnie takie rzeczy z równowagi. baaaardzo. poza tym ostatnio przybyły do nas z północnego zachodu bardzo złe dni. wraz z wiosną przyszła miłość. "przyszła". 
pozostanę, nawet mimo, że nie będę twoja, a Ty będziesz mój, choć nie będę Cię miała, lecz znajdę do Ciebie drogę. chociażby miałaby być to droga przez piekło. znajdę.

czas leczy rany, gdyż zabija uczucia. nie lubię czasu. czas jest skurwielem - dlatego też jestem niecierpliwa. skłamałabym mówiąc, że o Tobie nie myślę. myślę. jesteś cały czas w mojej podświadomości.


wolę poranki. mam ochotę na poranek.