pijąc przesłodzoną z roztargnienia kawę stwierdzam, że wierzę w miłość. nie wierzę w ludzi, co jest chyba równoznaczne z tym, że miłość nie istnieje, a bynajmniej nie powinna istnieć, lecz ja wciąż, jak małe, naiwne dziecko wierzę, bo chcę wierzyć.
ściągam na siebie jakieś zasrane klęski
Ty jesteś mój narkotyk, lecz raczej ciężki.
mam ogromną ochotę powiedzieć samej sobie, że to jest już ostatni raz. niestety, sama sobie w tej kwestii nie wierzę. deszcz dudni o szyby, a ja myślę tylko o jednym... tylko o tym, z czym owy deszcz mi się kojarzy. taak, to naprawdę było sto lat temu... a to przecież było tak niedawno, a jest mi to tak odległe, jakby nigdy takiego czasu nie było.
misie, pamiętacie filipa? filip wyglądał lepiej, lecz mówił podobnie:
jesus, jesus, chore mózgowie! <3
generalnie to siedzi to we mnie i nie chce wyjść, chyba dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz