piątek, 25 marca 2011

zamieszkamy w ulu.


uważam, że właśnie tak wygląda nasze pierwsze kochające zdjęcie.



lubię miód, bez względu na posiadanie pasieki, czy jej brak. 
drogi grajku. mogę być twoją znajomą, taką dobrą znajomką, z którą byś spędzał dwie przerwy dziesięcio minutowe na dzień, by twoja samotność nie była aż tak cholernie samotna. nawet dla ciebie mogłabym być twoim znajomym. 
znajomym, no bo wiesz... z racji tego, że bardzo lubię miód opowiem ci swoją historię. ckliwą dość. przygotuj więc sobie jakieś chusty z biedrony (mam nadzieję, że brałeś ostatnio udział w akcji: "kupuję w biedronce. jestem ubogi." bo ja jestem bardzo ubogi i bardzo biedny. jestem kutaskiem smutaskiem, lecz bez kutaska, ale do tego dążę właśnie w mej historii).
kiedyś, gdy chciałam być z Kazimierzem, a byłem mężczyzną musiałem coś zrobić. Kazimierz bardzo nie lubił homoseksualistów, mówił, że "kurwa geje". więc nie mogłem zostać 'kurwagejem'. postanowiłem zostać kurwa olą. były też inne powody dokonania tego niecnego czynu obcięcia swego przyrodzenia i pozostania transwestytą. nazywałem się aleksander, ale nie byłem wielki. byłem niski, jak na mężczyznę, lecz obecnie, jak na kobietę to jestem koniem, tak troszkę. więc byłem aleksandrem i miałem pięć lat, gdy chciałem zostać strażakiem. powiedziałem to swojemu starszemu bratu. mój starszy brat powiedział: "chujem, a nie strażakiem". bardzo nie chciałem zostać chujem. popłakałem się i powiedziałem sam do siebie: "nigdy nie pozwolę, bym był tym czymś, co siedzi sobie grzecznie w moich majteczkach". miałem wielką traumę. gdy miałem więcej lat, niż pięć tata kupił mi konia. koń śmierdział. pomyślałem wtedy: "a jeżeli wszystkie konie tak śmierdzą? nie chcę, żeby to coś, co siedzi grzecznie w moich majteczkach kiedyś zaczęło śmierdzieć"... a potem pojawił się kazimierz. nie chciałem być mężczyzną. to było zbyt męczące. chciałem być blondynką lubiącą miód i mającą jakimś tam żyjących znajomków. i tak podjąłem się kurewsko bolącemu zabiegowi (oszczędzę ci szczegółów). 
tak powstała ola. więc jestem olą, blondynką, mam żyjących znajomych i lubię miód. co najlepsze, mogłabym polubić również ciebie, no bo dlaczego nie. lubię grajków i miód, a ty masz miód.
więc obecnie mógłbyś pośpiewać mojemu choremu ojcoju, który na twój widok na pewno wróciłby z zagrabiania podwóra z krzykiem: "NO SIEMAAA GRAJEK", taak, choroba od razu by zniknęła. poprosiłabym cię wtedy, byś zagrał obojętnie co, a ty zagrałbyś właśnie to co chciałam. dlaczego? (taaak, też chciałabym, byś czytał mi w myślach i spełniał moje marzenia. niestety, jest inny powód) 
mianowicie: z twojego sprzętu wciąż słychać jedną melodię.
a słowo na dziś to: bydlak. więc jak bydlak grałbyś mi ową pieśń, a ja podjarana wyjadałabym miód ze
słoika, który podarowałby mi twój tata ze swego ula. do twojego domu musiałabym przelatywać, bo twoje podwórko składa się z tak wielu ulów. ul na ulu. osa na osie. o nie! nie przelatywałabym! boję się os.
z czego wynika, że nigdy bym do ciebie nie przyjechała, ale miłość by kwitła z człowiekiem orkiestrą i jego irracjonalnym myśleniem, bo pomimo tego, że nie żyje, to jednak jego nie życie opiera się na byciu
mężczyzną.

1 komentarz: