środa, 23 marca 2011
wyszłam za mąż, zaraz wracam.
mam tak straszne humory, że gdyby sytuacja była inna bałabym się, że za kilka miesięcy wyjdzie ze mnie coś płacząc, krzycząc i ogłuszając mnie tym samym. kochałabym jednak to stworzenie, czymkolwiek w połączeniu z tobą mogłoby być. jednak prawdopodobieństwo przyjścia na świat jakiejkolwiek osobistości wychodzącej ze mnie jest tak strasznie zerowe, że bardziej zerowe być już nie może.
umartwiałam się dziś do południa całym światem. wzięłam na siebie wszystkie wasze krzyże i gdybym miała coś pod ręką nawet zaczęłabym się biczować, no bo czemu nie. jednak leżałam w łóżku grzecznie i płakać mi się chciało nad losem wszystkich.
wypiłam herbatkę i nadszedł do mnie humor radości. śpiewałam wszystkie hity jakie znam po kolei, tańcząc przy tym skocznie, tzw. tańce hulahula. martwiłam się jedynie tym, czy przy moich kłusach niczym adam małysz podłoga się nie urwie.
następnie zrobiłam z siebie naukowca, założyłam sobie okularki "zerówki" i przysiadłam zacnie do matematyki i biologii, mrr. to co lubię najbardziej koty!
obecnie złapał mnie wkurw bo wkurwiłam się nie wiem na co, ale irytuje mnie każde wasze słowo, a więc milcz, proszę, milcz.
cały dzień w sumie zastanawiałam się, czy naprawdę byłam sama, czy kilka cudownych dusz otaczało mnie od góry do dołu. myślę, że jednak zaufam twojej wersji. tak będzie mi przyjemniej.
moja kochana mama zaproponowała mi dziś wyjazd z nimi nad morze. moja kochana mama, wspaniałomyślna. :* tylko... czy ja dożyję lipca?
a więc jestem chora i piszę. non stop coś piszę. -.-
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz