czwartek, 24 marca 2011

zło wcielone.

wiesz, że wszystko co złe pochodzi ode mnie? 
jeżeli nie wiedziałeś/aś to właśnie w tym momencie łaskawie Cię olśniłam.


pamiętasz ową noc w klubie, po której został ci ten ślad na koszulce, którego twoja mama nie może sprać do dziś? wiem kociaku, wiem, pamiętasz, ale ja tak lubię ci go przypominać.
kiedy to już wyssałeś ślinę z każdej możliwej panny w klubie, ja rzuciłam się na ciebie tak, jak na chorą psychicznie nimfomankę przystało, gdyż miałeś białe, a do tego czyste najki. nie interesowało mnie to, że byłam świadoma swego stanu, w którym to człowiekowi pijanemu jest tak strasznie wszystko jedno. więc tak jak wspomniałam, bądź nie wspomniałam kłusem leciałam na ciebie, by powąchać twój nieprzyjemny w ową godzinę już odór. nie interesowało mnie to, że jebiesz. miałeś niebo w oczach, a ja nawet lubię niebo. w danej chwili lubiłabym nawet trawę, bobra, czy chomika w twych oczach. niebo jednak było dość sympatyczne. przez drogę, której nie było zbyt wiele zastanawiałam się, co zrobić, by zwrócić na siebie uwagę, więc rzucając się na ciebie postanowiłam udać, że się przewracam. udawanie się nie udało. wyjebałam się przed tobą, a ty co? a ty mnie podniosłeś i wziąłeś na swego rumaka do reanimacji. nieee, nie na takiego rumaka. wziął mnie do swej karocy, sprzętu, który potocznie nazywamy samochodem i zawiózł do jakiegoś pomieszczenia, które kurwa było karuzelą. wkurwiłam się bo sobie myślę... nie dość, że jestem najebana i chcę seksu to jeszcze jakaś pierdolona karuzela? :O 
ty niewzruszony moim stanem rzeczy układałeś sobie ubrania w kosteczkę. 
zawieruszyła się koło mnie jakaś jedna koszulka i upsss, karuzela zadziałała rzygopędnie.
któż by pomyślał, że po tej historii będziemy mieli piątkę dzieci i dwa lata małżeństwa za sobą pysiakuuu!

poebao, a co miao nie poebać.


to najdziwniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek zdziełałam. zawsze lubiłam romantyczne historię. kominek, świeczuszki, łóżeczko, gwiazdki, księżyc, lovelove i te sprawy.

2 komentarze: