sama już nie wiem, czy próbuję Cię zrozumieć za bardzo, czy nie próbuję w ogóle.
sama nie wiem, czy faktycznie nie jest tak, że próbuję przekręcić to wszystko na swoje, ale...
no i właśnie problem zaczyna pojawiać się przy owym "ale". wszystko to tak strasznie nasiąkło ucieczką i bojaźnią, że aż w moim pokoju czuć ten nieprzyjemny odór. ja też się boję. bałabym się o wszystko.
o przyszłość, o poglądy, o rodzinę i o stos innych ważnych rzeczy, lecz nie potrafię uciekać przed tym uczuciem, nie potrafię go w sobie zagasić. nawet nie chcę. choć tysiąc razy wydawało mi się, że już to zrobiłam i że jest w porządku - to WRACA.
wraca jak pieprzony bumerang rzucony gdzieś do afganistanu, któremu z powrotem do oli się zejdzie, ale po jakimś czasie i tak wróci i pierdolnie ją z całym impetem prosto w japę krzycząc przy tym: 'NO SIEMAAA!'.
serce i rozum w permanentnej niezgodzie. wiecznie przeciwko sobie. wiecznie, jak armie wrogie.
to nic, że mój każdy sen jest o Tobie i to nic, że nawet w każdym śnie muszę się siłować ze swoimi słabościami i ciągle dokonywać wyborów. mój mózg działa 24 godziny na najwyższych obrotach i naprawdę jest zmęczony swą działalnością... ale to nic. lubię te sny.
wtedy mogę Cię dotknąć, mogę z Tobą porozmawiać. mogę Cię pocałować.
wtedy widzę Twoje zielone oczy z kropkami, a nawet czasem Twój uśmiech...
tak, czasem się do mnie uśmiechasz...to niesamowite, prawda?
to właśnie w nocy mogę się nacieszyć Twoją obecnością. Twoją bliskością, Twoimi złośliwymi żartami, gówniarami i blondynkami. tak kurwa, cholernie mi tego brakuje.
chyba nikt oprócz mnie nie popiera owego związku. bynajmniej cała reszta ma do niego stosunek analny. łącznie z nim.
całe życie spusty i spusty,
taak. chciałabym wierzyć, że my, że świat, to coś więcej niż krew, pot, sperma i łzy.
cierpię na nicnierobienie, a najgorsze jest to, że maj zbliża się wielkimi krokami. strasznie, ale to strasznie się boję. tak wiem, nie tylko ja.
poza tym boję się jeszcze wielu rzeczy, lecz w przeciwieństwie do niektórych przed nimi nie uciekam. uciekam tylko do Ciebie przed brakiem Twojej osoby, lecz także nie do przesady. zazwyczaj boję się rzeczy i zjawisk, których tak naprawdę nie potrafię nazwać, ale są one w mojej głowie. nieubłaganie. brakuje mi "o" zamiast "i" w kichaniu. jejkuu.
najbardziej mam ochotę znaleźć się z Tobą w jednym pomieszczeniu, tak blisko, by czuć jak oddychasz. tak, by czuć Twą złośliwość, której tak bardzo nie chcesz mi już podarować. o miłości nie wspomnę, o jakimkolwiek miłym uczuciu - nie wspomnę. chcę słuchać, jak wmawiasz mi, że jesteś zły...
EVERY DAY IS GOOD TO CHANGE EVERYTHING. ja w to wierzę. Ty też wierzyłeś, dopóki nie zaczęło chodzić o nas.
miałam wspomnieć o Tobie. więc masz rozdwojenie jaźni i deficyt mózgu kochanie. :*


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz